Chwastoxem w słodyszka czyli rejestr stosowania ŚOR. Cz.2
W tej części artykułu zastanowimy się, czemu tak naprawdę może służyć prowadzenie rejestru stosowania środków ochrony roślin, a czemu absolutnie nie. Bo choć z punktu widzenia rolników prowadzenie w/w rejestru jest niepotrzebnym zawracaniem głowy, to jest jeden jedyny powód dla którego istnieje taki obowiązek. Ale o tym napiszemy na koniec.
Szczytne założenia i…
Założenia prowadzenia rejestru są ambitne. Tak jak pisaliśmy w pierwszej części, ma on służyć kontroli prawidłowego stosowania pestycydów. W tym celu w poprzednich latach wymagano od rolników między innymi zapisywania siły wiatru, czy informacji o tym, czy zabieg był wykonywany po przekroczeniu progu szkodliwości przez szkodniki. W oficjalnym wzorze tabeli mającej obowiązywać od przyszłego roku, takich rzeczy nie trzeba pisać ale fazę rozwojową roślin już tak.
Bzdurne rzeczy
Podobnie jak pozostałe bzdurne rzeczy. Bzdurne dlatego, że obowiązkowe dla rolników ale w żaden sposób nie mające najmniejszego wpływu na ustalenie faktów (dawki środka, terminu stosowania, czy w ogóle stosowania pestycydu).
Spotkaliśmy jednak w necie informację, że takie parametry jak: temperatura powietrza podczas zabiegu, prędkość wiatru i wilgotność powietrza (jeśli jest to możliwe), też trzeba będzie wpisywać. Tytułem komentarza – ręce opadają!
Kontrola?
Zastanówmy się najpierw w jaki sposób Pan Kontroler może nam udowodnić przestępstwo niewłaściwego stosowania pestycydu. Z jednej strony bardzo prosto. Jeśli przeczyta w rejestrze, że środka X zastosowaliśmy 1,2 l/ha a w etykiecie właściwa dawka to 1 l/ha – to ma nas na widelcu. Podobnie jak wtedy, gdy X powinien być stosowany w fazie strzelania w źdźbło a napisaliśmy, że zabieg wykonaliśmy w innej fazie.
No cóż, od czasu do czasu można przeczytać w prasie o przestępcach, którzy podczas napadu zostawili na miejscu zbrodni swój telefon albo wręcz dowód osobisty. Ale jeśli tylko nie będziemy głupcami donoszącymi na samych siebie, to życzę Panu Kontrolerowi powodzenia w dochodzeniu prawdy.
Zresztą sami pomyślcie. Jeśli zastosowaliście 1,2 l/ha, ale zapisaliście 1 l/ha, to jak ktoś wam udowodni, że daliście większą dawkę? Jak?! Jeśli wykonaliście zabieg w fazie BBCH innej niż zalecana, ale napisaliście, że wszystko było tak jak trzeba, to kto wam udowodni, że było inaczej?
I nie chodzi o to, że kogoś zachęcam do pisania nieprawdy. Ja tylko zwracam uwagę na to, że zobowiązywanie nas do wpisywania danych, których prawdziwości w dzisiejszych warunkach w żaden sposób nie można zakwestionować, jest bez sensu! Jest zwykłą stratą naszego czasu! Biurokratyczną mitręgą bez żadnego znaczenia dowodowego.
Oprysk Roundupem
Wyobraźmy sobie, że podczas oprysku Roundupem był dość spory wiatr i trochę cieczy roboczej zwiało na pole sąsiada. Toczy się sprawa o odszkodowanie. Jest wizja lokalna, na naszym polu roślinność jest całkowicie zniszczona, a na polu za miedzą widać nieregularne place zniszczonego zboża.
My oczywiście twierdzimy, że jesteśmy niewinni i pokazujemy biegłemu rejestr stosowania środków, a w nim zapis, że: dnia kiedy opryskiwaliśmy praktycznie wcale nie wiało, a jak już jakieś porywy były, to wiatr dął od strony pola sąsiada.
Na co biegły mówi do nas: Panie, ja tu widzę jak jest, ewidentnie te uszkodzone zboże jest wynikiem tego, że opryskiwał pan przy zbyt dużym wietrze a te zapiski, to możesz pan sobie wsadzić!
Czyli – nasze zapiski nie mają żadnej wartości dowodowej w świetle faktów. Po co je więc prowadzić?
Oprysk p-ko szkodnikom przed przekroczeniem progu szkodliwości
Inna sytuacja. Na rzepak zaczęły nalatywać szkodniki. Co prawda ich liczba jeszcze nie przekroczyła progu szkodliwości, ale z prognozy pogody wiemy, że za dzień, dwa, kiedy próg szkodliwości będzie przekroczony, będzie wiało albo padało przez kilka dni i nie będziemy mogli wykonać oprysku.
Decydujemy się więc wyjechać w pole opryskiwaczem już dziś, stosując środek o działaniu systemicznym. Ale dla świętego spokoju wpisujemy, że już tego dnia próg szkodliwości był przekroczony. Konia z rzędem temu Panu Kontrolerowi, który będzie w stanie udowodnić pół roku później, że było inaczej!
Oczywiście podniosą się głosy, że można sprawdzić kiedy inni rolnicy w tej wsi opryskiwali swoje uprawy i dowieść, że wykonaliśmy zabieg zbyt wcześnie (przy założeniu, że oni opryskiwali we właściwym terminie).
Tyle tylko, że każdy praktyk (biegły) wyśmieje Pana Kontrolera, bo przecież: co plantacja to inny termin siewu, inna odmiana, inny płodozmian, inne położenie pola względem ubiegłorocznego rzepaku, inne zakrzaczenie na miedzy, itp, itd. Czyli wiele powodów by szkodnik wystąpił w innej liczbie i innym terminie niż u sąsiadów.
Piszę”pół roku później” ale tak naprawdę nikt tego nie będzie w stanie sprawdzić już pół godziny po oprysku! Więc po co tracić czas na zbędne zapiski?
Zatrucie pszczół
Jakiś głupek postanowił wykonać zabieg zwalczania szkodników w kwitnącej uprawie, nie czekając na zakończenie oblotu przez pszczoły. Pasieka została zatruta. W wyniku dochodzenia nasz „bohater” znalazł się w ścisłym kręgu podejrzanych.
Pan Kontroler prosi go o okazanie rejestru stosowania śor. Otwiera go i czyta, że: po pierwsze – zabieg był stosowany po zakończeniu oblotu pszczół, a po drugie – że gospodarz opryskiwał jakaś odżywką a nie insektycydem. Skąd taki zapis? A z powiedzenia, że „każdy głupi ma swój rozum”. Facet, choć głupek, to jednak nie dureń skończony i postanowił zabezpieczyć się przed odpowiedzialnością.
Czy jej uniknął? Nie! Bo śledczy na pewno wzięli próbki pozostałości cieczy z opryskiwacza, wzięli materiał roślinny z plantacji i w laboratorium dokładnie ustalili co, kiedy i w jakiej dawce było stosowane.
Zapiski w rejestrze nie tylko, że nie pomogły w ustaleniu prawdy, ale jeszcze miały pomóc prawdę ukryć. Dlaczego więc wymagać ich prowadzenia?
Fałszywe wpisy czcionką na czerwono?
Nazwa środka, jego dawka i termin stosowania. Żeby nie rozwlekać tekstu te trzy rzeczy omówię za jednym zamachem. Przyjmijmy, że zastosowaliśmy preparat X w dawce większej niż rekomendowana, w fazie innej niż zalecana. W razie kontroli grożą nam przykre konsekwencje.
Ale przecież możemy napisać, że zastosowaliśmy preparat Y w dawce zalecanej, we właściwej fazie BBCH.
Zaręczam, że Pan Kontroler nie zorientuje się, że jest „robiony w konia”, bo ani atrament gdy rejestr prowadzicie na papierze, ani czcionka gdy będziecie prowadzić zapiski w postaci internetowej, nie zabarwią się na czerwono, by ostrzec go, że czyta sfałszowane dane. To po co tracić czas?

Numer zezwolenia czyli jazda bez trzymanki!
Nowością w mającym obowiązywać od stycznia 2027 roku elektronicznym rejestrze, będzie obowiązek wpisywania numeru zezwolenia środka chemicznego. Jak już o tym pisałem w części pierwszej, będzie z tego niezły sajgon!
Wiadomo jak jest: pośpiech, czasem mieszanka kilku środków, akurat atrament w długopisie się kończy, jakaś nie do końca czysta kartka papieru… W efekcie numer źle odczytany (słaby wzrok, małe cyferki), niewyraźnie zapisany a potem jeszcze może być kolejna pomyłka przy wpisywaniu do rejestru internetowego. Człowiek jest bowiem tylko człowiekiem i pomylić się może, ot choćby często mylona jest „1” z „’7”. I co wtedy?
Trzeba mieć świadomość, że jak tylko klikniemy „ENTER”, to nazwa środka razem z numerem zezwolenia pojawi się na serwerze pewnego urzędu. Jeśli numer zezwolenia nie będzie zgadzał się z tym w wykazie ministerstwa rolnictwa, na odpowiednim ekranie pojawi się ALARM!!! I teraz może być taka sytuacja…
Chodzisz sobie po gumnie, kiedy nagle na podwórko wjeżdża na pełnym gazie samochód, z którego wyskakuje kilku uzbrojonych po zęby osiłków i krzyczy- gleba!, gleba!, gleba! W pierwszej chwili myślisz, że choć kryzys w rolnictwie to cena ziemi bije kolejne rekordy, więc pewnikiem bandyci chcą ci siłą zabrać twoje gospodarstwo. Zanim jednak, zgodnie z duchem chłopskiej hardości zdążysz dokończyć deklarację, że „tatowego pola nie dasz sobie odebrać”, już leżysz na trawie i całujesz Matkę Ziemię!
Dopiero po chwili orientujesz się, że to nie bandyci tylko chłopcy z ABW, albo innej trzyliterowej służby, a jedynym przestępcą w tym gronie jesteś ty! Przynajmniej oni tak twierdzą dopominając się, byś przyznał się do stosowania pestycydów pochodzących z nielegalnego obrotu i wydał swoich wspólników.
O ile jeszcze masz w składziku puste opakowanie po feralnym oprysku, w miarę szybko uda ci się przekonać trzyliterową służbę o zwykłej pomyłce we wpisywaniu numeru pozwolenia. Ale jeśli właśnie zdążyłeś oddać puste opakowania po środkach chemicznych, to… – jak w zakończeniu pewnego dowcipu: No Johnny, teraz to już masz przej…ne!
Hardkor, czyli po co w ogóle…?
Doszliśmy już do etapu gdzie możemy porozmawiać o pełnym hardkorze. Czyli o tym po co w ogóle zapisywać opryski, skoro te zapiski niczemu (w sensie poświadczenia prawdy) nie służą. Czemu kombinować i wpisywać z etykiety właściwą dawkę i termin stosowania, skoro można w ogóle nie pisać o tym, że wykonywało się konkretny zabieg.
Tylko, czy faktycznie można? Z prawnego punktu widzenia – nie można! Z praktycznego punktu widzenia – można! Taka sprzeczność… Już tłumaczę.
Otóż, faktycznie, ciąży na nas obowiązek prowadzenia takiego rejestru. Ale zastanówmy się co Pan Kontroler sprawdza podczas kontroli. Otóż, on sprawdza nasze zapiski. Na podstawie naszego wpisu, ocenia czy zastosowaliśmy właściwą dawkę preparatu i we właściwym terminie.
Może zabrzmi to jak „masło maślane” ale on „widzi tylko to co widzi” i tylko do tego może się odnieść! Nie sprawdzi czy daliśmy właściwą ilość preparatu X, jeśli informacji o jego stosowaniu na plantacji nie zamieściliśmy w rejestrze! A czy możemy nie zamieścić takiej informacji? Podchodząc do sprawy praktycznie – tak, możemy nie zamieścić tej informacji bo nikt nie jest w stanie tego sprawdzić.
Kiedy by to wszystko miało sens
Całą tą kontrolę prowadzenia rejestru zabiegów, można o kant dupy rozbić w sytuacji, gdy nie jesteśmy zobowiązani do udostępnienia Panu Kontrolerowi faktur zakupowych i aktualnego stanu pestycydów w naszym gospodarstwie. Cała operacja miała by sens tylko przy spełnieniu czterech warunków:
- Na konkretną datę, dajmy na to, na dzień 1 stycznia 2027 roku deklarujemy, jaki mamy w magazynie stan poszczególnych środków ochrony roślin.
- Gromadzimy i przechowujemy do kontroli dowody (faktury, paragony) zakupu pestycydów.
- Prowadzimy rejestr zabiegów środkami ochrony roślin.
- Jesteśmy zobowiązani do okazania Panu Kontrolerowi dowodów zakupu oraz stanu środków ochrony roślin w naszym magazynie, w dniu kontroli.
Dopiero wtedy kontrola miała by sens! Dopiero przy spełnieniu takich warunków, można by udowodnić rolnikowi przestępstwo.
I teraz Johnny…
Przypuśćmy, że ktoś zastosował 15 litrów preparatu X na areał 10 hektarów, ale w rejestrze napisał, że dał 1 l/ha, czyli zgodnie z etykietą. Pan Kontroler tknięty przeczuciem, prosi o wgląd w stan magazynowy i faktury zakupowe (w dzisiejszych warunkach być może mógłby sam je znaleźć dzięki KSEF). Z faktur dowiaduje się, że kupiliśmy 15 litrów preparatu X, więc w magazynie powinno być jeszcze 5 litrów. Ale nie ma nawet jednego! Mówiąc krótko – Johnny, masz przej…ne!
Oczywiście, taka rzeczywistość wymaga bardzo wiele wysiłku organizacyjnego, ustawodawczego i zdecydowanie więcej pracy i czasu ze strony Pana Kontrolera. Raczej nie ma szans by taki stan w najbliższej przewidywanej przyszłości mógł zaistnieć. Zatem wracamy do punktu wyjścia – jaki jest sens prowadzić rejestr stosowania śor, skoro (co wcześniej wykazałem) niczego dzięki niemu nie można udowodnić? Czemu to ma służyć?
Ten jeden powód…
Jest jeden powód. Jaki? A taki, żeby było można ukarać rolnika grzywną, żeby odpowiednie instytucje kontrolne mogły na siebie zarobić. I to zarobić w bardzo prosty sposób, a dokładniej na dwa sposoby.
Po pierwsze jeśli rolnik nie prowadzi takiego rejestru to nakładana jest na niego kara finansowa. Po drugie jeśli podczas kontroli okaże się, że zastosował śor w dawce lub terminie niezgodnym z etykietą – naliczana jest mu kara finansowa.
Tu trzeba się chwilkę zatrzymać i zastanowić na jakiej podstawie rolnik może zostać ukarany za niewłaściwe zastosowanie pestycydu. Otóż wystarczy, że w rejestrze wpisał dane niezgodne z etykietą środka.
Mogła być taka sytuacja, że środek zastosował prawidłowo, ale przy wpisywaniu się pomylił. Ot choćby zastosował 15 l preparatu Y na 15 ha pola. Przy wpisywaniu dawki na hektar zamiast 1,0 l/ha wpisał 1,5 l/ha, bo mu ta „5” po „1” jakoś się tak utrwaliła w głowie (kupił 15 l, zastosował na pole 15 litrów, po „1-ce” jest „piątka”).
Jak kontrolę miał dzień po zabiegu, to jeszcze mógł bronić się pobraniem próbek z opryskanych roślin, co udowodniło by, że zastosował właściwą dawkę. Ale jak kontrola będzie mieć miejsce rok, dwa czy trzy lata po oprysku (rolnik ma obowiązek zachowania rejestru przez 3 lata po zabiegu) – gospodarz nie ma szans na skuteczną obronę.
Ty nie masz prawa do obrony
W tym miejscu mała dygresja z zakresu kryminalistyki. Znane są przypadki, kiedy ktoś chcąc chronić bliską osobę przyznaje się do czynu, którego nie popełnił. Albo ot, po prostu, coś nie po kolei ma w głowie i zgłasza się na policję jako sprawca zbrodni. Jasno mówi – to ja zrobiłem, napadłem, zabiłem! Ba, żeby tylko mówił – podpisuje się pod oświadczeniem o swojej winie.
Jak się jednak okazuje – policji, sądowi to nie wystarcza! Oni muszą mieć dowody, oni chcą dojść do prawdy! A Panu Kontrolerowi wystarczy zapis w rejestrze. On nie chce się babrać w jakieś dociekania, poszukiwania prawdy, stanu faktycznego. On chce jak najszybciej wypisać mandat!
Podsumowanie, czyli o chomącie
Podsumowując. W dzisiejszym stanie prawnym, kiedy nie ma godziny ZERO, w której robimy remanent naszych środków ochrony roślin w gospodarstwie, wymóg prowadzenia przez rolników Rejestru stosowania środków ochrony roślin nie ma żadnego sensu.
Nie służy dochodzeniu prawdy, rozstrzyganiu sporów sąsiedzkich, nie można się na nim oprzeć przy szukaniu winnego zatrucia środowiska naturalnego. Jest tylko mitręgą, dodatkowym biurokratycznym obowiązkiem uprzykrzającym życie rolnikom. Służy jedynie ewentualnemu karaniu rolników.
Jest swego rodzaju chomątem, które przed laty daliśmy sobie założyć na kark, a teraz w żaden sposób nie możemy z siebie zrzucić!
-
Brak komentarzy.
- Wszystkie kategorie
- Skup innych nasion
- Skup zboża
- Skup ziemniaków
- Skup mleka
- Skup buraków
- Skup tytoniu
- Skup warzyw
- Skup owoców
- ...
